Rano piję kawę z mlekiem i odrobiną miodu z nawłoci, a po domu cicho rozchodzi się muzyka Beverly Craven. Przed pójściem do pracy spotykam się z kimś Kogo lubię i prawie namacalnie doświadczam jak różne może być nasze spojrzenie na tą samą sytuację. Dla Niej przysłowiowa szklanka jest nie tylko pusta, ale w dodatku wywrócona. Dla mnie może i jest wywrócona, ale jest w dalszym ciągu cała i nawet wiem co do niej włożyć, kiedy się ją postawi.
Czy jestem aż taką optymistą?
Nie, chyba nie. I nawet nie wiem jak i kiedy nauczyłam się skupiać i widzieć to co w życiu dobre.
Popołudnie spędzam z W. i M.. Podziwiam jej kolorowe landrynkowe nowe poznokcie i przesłuchuję się ich rozmowom. Cieszę się, że są wakacje i mogę z nimi dzielić ten czas, a czas płynie wolno, leniwie i radośnie. Jak to w wakacje...


ja też miałam prawie 5 tygodni z N :)
OdpowiedzUsuń