Wierzę w Anioły.
W to, że rozpościerają nade mną swe opiekuńcze skrzydła, że czasem zamykają niepotrzebne drzwi, a potem uchylają lekko piękne jasne okna.
Oddalają od nas ludzi, którym z nami nie po drodze, potem pomagają przetrwać ten smutek dając nam na to tyle czasu ile potrzebujemy.
Ani mniej, ani więcej.
A potem, gdy jestem już gotowa stają na rozdrożu i znaczą ścieżkę, którą iść powinnam swym zagubionym niby piórem. Często mam wrażenie, że kiedy niespodziewanie podnoszę oczy, lub gwałtownie obracam głowę gdzieś w zasięgu wzroku przemyka ulotny eteryczny cień.
Mojego Anioła...

to mój jest figlarzem bo pcha mnie ciągle nie tam, gdzie trzeba ;)
OdpowiedzUsuń